piątek, 9 stycznia 2015

Pierwszy numer magazynu "O'CULTURE!"

Z przyjemnością prezentujemy pierwszy numer magazynu "O'culture", który w całości poświęcony jest wystawie Karola Radziszewskiego The Prince & Queens. Ciało jako archiwum, którą można zobaczyć w CSW "Znaki Czasu" już tylko do 25. stycznia.
Gazetę przygotowali studenci II roku animacji kultury: Dorota Ruczyńska, Izabela Noskowska, Alicja Tkaczyk, Iwetta Pawęska, Dorota Lulińska.

Link -> "O'CULTURE"

fot. Izabela Noskowska

Jest to pełna wersja cyfrowa wydania papierowego, które jest dostępne na Wydziale Filologicznym UMK.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od papierowego talerzyka do felietonu na Nowy Rok



Na zajęciach z "metod animacji kultury"przetestowaliśmy drogę od papierowego talerzyka, przez słowa klucze odpowiadające na pytanie: czym się "karmimy" - czym żyjemy, co nas napędza, do felietonu. Skrót, zabawa słowami wyciętymi z gazety i układaniem ich w osobiste menu, stał się swoistą trampoliną dla rozmów a potem dłuższych tekstów. Zapraszamy do lektury naszych myśli na Nowy Rok. (M.W.)


Małgorzata Mullert, Patrycja Wysmułek
Myśli o planie awaryjnym
Wielu z nas plan awaryjny kojarzy się nie najlepiej. Często łączy się z jakąś porażką. A jak wiadomo o porażkach bardzo ciężko się opowiada. Mało kto chce ujawniać swoje słabości, przyznawać się do nich. Niemniej jednak takie stanięcie oko w oko ze swoimi słabymi punktami jest oczyszczające. Pozwala nabrać zdrowego dystansu do siebie i swoich działań.
Na początku nasze studia były dla nas jedynie planem awaryjnym. Dostanie się na kierunek kulturoznawstwo było równoznaczne z dużą niepewnością. Rodziny pytały nas „Po co studiować taki kierunek? Co będziesz po tym robiła?”. My same nie do końca wiedziałyśmy, co będzie w przyszłości, czy naprawdę chciałyśmy tu się znaleźć, ale odwrotu już nie było. Znalezienie się w takim położeniu nie jest specjalnie budujące. Trochę przytłacza wtedy świadomość, że plan awaryjny staje się głównym, nie do końca z naszego własnego wyboru. Blokuje to osobowość i chęć dalszego rozwoju. Myśli biegają i kołaczą się w głowie - Kto to taki ten kulturoznawca? Niedoceniony artysta czy prawdziwy zawodowiec? Ktoś, kto jest potrzebny w kulturze, czy tylko dziwny wymysł uniwersytetu? Miałyśmy plany, by zajmować się czymś "poważnym", posiadać „prawdziwy” zawód. Jedna z nas marzyła o pójściu na psychologię, druga chciała zostać znaną śpiewaczką. Często jednak same marzenia nie wystarczą, czasem składa się tak, że nie masz już wpływu na swoją drogę. Co robić, kiedy nie masz wizji na siebie? Jak odnaleźć się w całym amoku, by  nie załamać się całkowicie?  Na początku brakowało nam zapału i optymizmu. Przyjaciele byli blisko i wspierali nas, lecz co oni mogli wiedzieć?
Okazuje się, że jednak można przekuć tę serię złowrogich prognoz na kulturoznawczy sukces. Najpierw przyszedł czas oswojenia się z nową sytuacją. Stopniowo porzuciłyśmy myśl o zmianie kierunku czy powrocie do domu. Postawiłyśmy na jedną myśl: „Trzeba to dokończyć, bo inaczej zupełnie nic nie zrobimy w życiu. Chyba nie mamy innego wyjścia, jak przekonać się, co na nas dalej tutaj czeka”. Z każdymi kolejnymi zajęciami rósł w nas zapał. Nie chciałyśmy by pięcioletni wysiłek poszedł na marne i razem z dyplomem został nam kolejny zestaw pytań i obraz braku perspektywy na dalsze życie. Musiałyśmy znaleźć w sobie wcześniejszy zapał do działania, a przede wszystkim zacząć na nowo „chcieć”.
Brzmi to jak łatwe postanowienie na Nowy Rok, lecz takie nie jest. Wielu z nas chce sukcesu, ale nie ma na niego pomysłu. Brak nam samozaparcia i wytrwałości w pracy oraz wiary w filmowy happy end, pomimo że właśnie niego najbardziej pragniemy. Kręcimy nosem patrząc jak inni działają, spełniają swoje marzenia np.: latając jak dziwacy z zakręconymi plakatami po mieście lub występując wszędzie gdzie można, by inni ich zauważyli. Na szczęście można  nauczyć się korzystać z nowych doświadczeń, z rad życzliwych wykładowców, czy starszych kolegów. Czerpać przyjemność z wszelkiego działania, nawet banalnego miłego wyjścia ze znajomymi. Brać udział w często szalonych projektach, by później wiedzieć co nas najbardziej „kręci”. Trzeba być otwartym na pracę z ciekawymi ludźmi, nie bać się działać w kołach czy wolontariatach. Robić po prostu to, co się lubi. To oznacza ciągłe walczenie z samym sobą i ze swoimi lękami. Cały czas zadajemy sobie pytania: „Czy tym razem nam się uda? Czy to wszystko ma sens?” Dziś droga, którą wybrałyśmy, sprawia nam coraz większą satysfakcję. Chcemy dalej spełniać się w kulturze. 

Jeśli wielu z Was nadal nie wie jak poruszyć swój świat do przodu i zacząć działać, wypisałyśmy kilka przykazań obiecującego kulturoznawcy:
1. Naucz się chcieć.
2. Nie zaniedbuj swojego rozwoju.
3. Nie popadaj w marazm.
4. Bądź skoncentrowany.
5. Pamiętaj, że nie jesteś sam.
6. Nie bój się kryzysu.
7. Naucz się zwalniać, by móc przyspieszać.
8. Bądź wytrwały.
9. Doceń doświadczenie.
10. Zachowaj pokorę, cierpliwość i uśmiech.

 
Magda Jaworska, Magdalena Śrama
Menadżer każdej sekundy
Po mimo, iż „Kevin sam w domu” już dawno przestał być dla nas filmem, na który czeka się cały rok, to jednak nadal kojarzymy go ze świętami. Znajome sceny familijnej komedii zobaczyłyśmy już kilka tygodni przed wigilią. Poczułyśmy się tak, jakby telewizja oznajmiała nam, że święta już za pasem! Nie tylko ona nas pogania. Świąteczne reklamy i ozdoby ulic także pojawiają się co rok coraz szybciej i wręcz bombardują nas świąteczną atmosferą, która wypala się szybko, a przez to same święta zaczynamy traktować jako irytującą powinność, nudny czas, o którym siłą rzeczy trzeba myśleć. Popularne swego czasu ironiczne zdanie funkcjonujące w przestrzeni internetowej - „Umyj okna dla Jezuska” – idealnie oddaje ten stan rzeczy.
Jesteśmy dosłownie zawaleni żmudnymi obowiązkami. Po świątecznych zakupach wracamy biedni, spoceni i zmęczeni. Zmuszamy się do umycia okien dla Jezusa, nawet jeśli święta spędzamy poza domem. Bo przecież w dniu najpopularniejszych urodzin MUSI błyszczeć! Czysty dom to rzecz ważna, ale pod presją świątecznego czasu zwykłe sprzątanie wydaje się zmorą, a wyjście do sklepu kojarzy nam się ze zdobyciem góry… Kiedy nad tym myślimy, ogarnia nas przygnębienie. Co gorsza, mamy wrażenie, że nie tylko okres świąt jest tak zdekonstruowany. Im dłużej się nad tym zastanawiamy, tym bardziej utwierdzamy się w smutnym przekonaniu, że całe nasze życie to czas - rozbity, rozciągnięty i jednocześnie maksymalnie przyspieszony. Ciągle biegniemy za dobą, a najchętniej chcielibyśmy ją przedłużyć. Za pomocą czasu sami zabieramy sobie nasz spokój i stawiamy w naszym życiu bariery. Zamiast myśleć o wyjątkowym czasie spędzonym w rodzinnym gronie przy choince, myślimy tylko co jeszcze MUSIMY zrobić! Szkoda życia! Świąt nie da się zignorować. Potraktujmy je więc jako pretekst do wprowadzenia jakiś zmian w naszym małym świecie, aby w zbliżającym się Nowym Roku nie popełniać wciąż tych samych błędów. Jak tego dokonać? Konsekwentnie! Znajdźmy nasze pasje, inspiracje, cel i zorganizujmy swoje życie tak, by dążyć do niego, by czerpać z życia pełnymi garściami. Życie będzie prostsze gdy je usystematyzujemy. Jasne, każdy lubi spontaniczność, ale nie o to tutaj chodzi. Usystematyzować życie, znaczy okiełznać czas, przejąć nad nim kontrolę. Gdy już to osiągniemy, na spontaniczność pojawi się jeszcze więcej miejsca. Mamy do dyspozycji określony czas i określoną przestrzeń. Zaprojektujmy ją! Zabawmy się w demiurga, zostańmy menadżerami każdej sekundy. Dowiedzmy się, jak wycisnąć z każdego dnia, każdej godziny, a nawet sekundy wszystko co dla każdego z nas najlepsze. Wykreujmy metody, które pozwolą nam zarządzać własnym życiem i zacznijmy efektywnie gospodarować każdym momentem, każdą myślą, każdą decyzją… W tym napiętym grafiku, w okresie Świąt, ale nie tylko, trzeba pamiętać, żeby mieć czas na przyjemności, odpoczynek, spędzenie czasu z bliskimi (już nie tylko przy sprzątaniu). A gdyby tak odpuścić na moment? Wyłączyć TV, komputer, telefon, odłożyć na bok obowiązki, tak na chwilę, i spędzić cały dzień w łóżku? A może by tak wyjść? Do teatru czy kina…
Organizacja i konsekwencja z pewnością pomogą znaleźć czas na takie słodkie lenistwo. Jeśli do tego zmienimy słowo „muszę” na „mogę” i „chcę”, także codzienne obowiązki nabiorą nieco słodyczy. To my mamy rządzić czasem! W tym pośpiechu nie zapominajmy o tym. My już nie musimy obchodzić Świąt, my CHCEMY je spędzić w ,,wolnym’’ duchu. Radzimy zrobić to samo ;)









niedziela, 4 stycznia 2015

Pierwszy numer "Makulatury"

LINK -> "Makulatura" nr 1 


Zachęcamy do zapoznania się z premierowym numerem "Makulatury", którą poświęciliśmy wystawie Karola Radziszewskiego The Prince & Queens. Ciało jako archiwum, którą do 25. stycznia można oglądać w toruńskim CSW Znaki Czasu.
Gazetę przygotowali studenci II roku animacji kultury: Anna Marek, Aleksandra Pustoła, Małgorzata Strzyżewska, Daria Szczecińska, Jan Karow i Wojciech Krzywdziński.

fot. Izabela Noskowska

Jest to wersja cyfrowa (plik w formacie *.pdf), będący rozszerzeniem wydania papierowego, które można znaleźć na Wydziale Filologicznym UMK.

czwartek, 13 listopada 2014

Nowe życie kultury
Wojciech Krzywdziński i Maciej Krzyżyński rozmawiają z dr Marzenną Wiśniewską o specjalizacji - czytaj w "Uniwersie".


środa, 12 listopada 2014

Ciało instrumentem
O warsztatach z Pawłem Passinim pisze Patrycja Wysmułek

17 października 2014 roku, w ramach zajęć specjalizacyjnych  mieliśmy okazję wziąć udział w warsztatach teatralnych z Pawłem Passinim (więcej), reżyserem, założycielem neTTheatre, „Teatru w Sieci Powiązań”, muzykiem.

Na początku byliśmy świadkami absolutnej premiery filmu Passiniego, który był swoistym świadectwem pracy teatralnej oraz aktorskiej zespołu podejmującego próby rekonstrukcji działalności teatrów antycznej Grecji w ramach projektu „Dynamika metamorfozy”. Projekt realizowali Paweł Passini, Elżbieta Rojek, Przemysław Wasilkowski oraz zespół neTTheatre w Instytucie Grotowskiego od maja 2012 roku do połowy 2014 r.. Wzięli w nim udział aktorzy z różnych stron świata (Stanów Zjednoczonych, Ukrainy, Brazylii, Hiszpanii, Iranu, Włoch oraz Polski). Ludzie ci spotykali się na trwających dziesięć dni sesjach w dwumiesięcznych odstępach, a efekty każdej z nich wieńczył pokaz. Głównym celem tego projektu było przyjrzenie się metamorfozom, które zachodziły w teatrze antycznym oraz nabycie umiejętności uruchamiania cech właściwych różnym postaciom, tak, by aktor mógł sprawnie przedzierzgać się w coraz to nowych bohaterów. Zespół bardzo dużą uwagę przywiązywał nie tylko do warstwy słownej badanych tragedii, ale także do mowy ciała i wynikających z niej sensów wspomagających odbiór dzieł. Sam reżyser nieustannie podkreśla, że są to ciągłe poszukiwania tego, co fascynowało dawną publiczność.

Passini podejmuje próby odtworzenia teatru antycznego, twierdzi przy tym jednak, że nie zależy mu na określeniu uniwersalnej, jedynej wizji tego, jak Grek tworzył spektakl, ale raczej chce myśleć o przedstawieniach tej kultury, jako o korzeniach, z których trzeba/można/warto czerpać, bo dziś rzadko kiedy mamy okazję się w jej stronę zwrócić. Długo słuchałam o tym, jak on sobie wyobraża powody, dla których 40tysięczna widownia amfiteatru, najpierw przez rok wydawała oszczędności na organizację widowiska, by później przez dziewięć godzin dziennie, w pełnym słońcu, w ciszy słuchać tego, co dzieje się na scenie między chórem a aktorami. Tym ciekawsza staje się rekonstrukcja tamtych wydarzeń, gdy uzmysłowimy sobie, że wtedy nikt nie dysponował nagłośnieniem pozwalającym na komfortowy odbiór tego, co dzieje się na proscenionie. Jak tłumaczyć fenomen czy też popularność teatru greckiego w czasach jego świetności? Reżyser uważa, że magnesem przyciągającym ludzi były metamorfozy postaci kreowanych przez autorów tragedii. Filmowy zapis warsztatów odsłania, jak frapujące może być odkrywanie tych metamorfoz przez aktorów. Passini stawia m. in. taką tezę, że do pierwszego aktora należały wszystkie role męskie w przedstawieniu i dajmy na to ostatnia żeńska. Istotne jest to, że AKTOR.X najpierw był Agamemnonem, za chwilę zmieniał maskę i był Achillesem, a następnie przeistaczał się w Klitajmestrę. Nie do końca jestem w stanie pojąć JAK to działało. Ale mogliśmy troszkę sami spróbować, chociaż na same warsztaty mieliśmy zdecydowanie za mało czasu i niezbyt odpowiednią przestrzeń.

Jako że każdy z nas jest inny, ja pozwolę sobie napisać, co mnie poruszyło i zwróciło moją uwagę. Wzruszyło mnie podejście uczestników projektu „Dynamika metamorfozy” do aktorstwa. Szukają latami jakiejś prawdy, ale jednocześnie dbają o to, żeby nie było to sztuczne, ale naturalne. Na filmie wyglądało to trochę jak wariactwo, jednak miałam ochotę wstać i zrobić to samo, co oni. Używali sekwencji prostych gestów, które później wykorzystywali do grania konkretnej postaci i rozwijali. Istotne jest to, jak zaznaczyli w wypowiedziach filmowych, że szukali od początku ludzi, którzy: "nie boją się dotyku innego człowieka" - pozazdrościłam im dziś na tej sali tej myśli. Podczas ćwiczenia wyszło to, jak istotna w rozwoju osobowości (nie tylko aktorskiej) jest prawda naszego ciała. Samo ćwiczenie było przyjemne. Leżeliśmy z zamkniętymi oczami na  gorącym, pustynnym piasku… Działaliśmy wyobraźnią i ciałem. Nagle okazuje się, że w tym pędzie dnia codziennego, kiedy przypadkiem ktoś nas zatrzyma i powie: "Ejże! Na te 40 minut zamknij oczy i spójrz do wewnątrz", konfrontujemy się z samym sobą, co bywa trudne. Tyle ja wyciągnęłam dla siebie. Chciałabym jeszcze kiedyś wziąć w czymś podobnym udział, uczyć się siebie. Bardzo dobry dzień! (Patrycja Wysmułek)

Animacja kultury - pionierzy szlifują umiejętności, a nowy rocznik wkracza do akcji! 

fot. Łukasz Piecyk
Pionierzy naszej specjalizacji już szlifują swoje umiejętności na kolejnych warsztatach (m. in. z Joanną Łagan z Domu Muz) i działają przy różnych wydarzeniach kulturalnych.
Mamy za sobą obiecujący start. Podsumowaliśmy pierwszy rok współpracą z mieszkańcami Kamionek Małych. Wymyśliliśmy i przeprowadziliśmy piknik Kolorowy kocyk. Nawet wójt Gminy Łysomice szył razem z nami patchworkowy do zabaw dla dzieci w budowanej świetlicy wiejskiej.
fot. Ł Piecyk
Zrealizowaliśmy naprawdę śmiałe pomysły - meble z palet budowlanych, śmieszną makietę do zdjęć rodzinnych, konstrukcje latawców, wakacyjny przystanek, przekazaliśmy książki do biblioteki świetlicowej, a wszystko zakończył pokaz fire show przygotowany przez przyjaciół. Świetlicę wiejską już otwarto - będziemy kontynuować współpracę.
fot. Ł. Piecyk



Do akcji wkracza drugi rocznik! Zaczynamy od działania na sobie i tworzenia własnych idei animacji. 
Pierwszy krok to interwencja w przestrzeń Maiusa, potem czeka nas przekraczania granic.

czwartek, 8 maja 2014

Piknik rowerowy.

Kilka miesięcy temu, na początku przygody z animacją kultury, napisałem kilka słów po naszych warsztatach w Domu Muz przy ul. Poznańskiej. Zakończyłem tamtą notkę refleksją, że należy teraz nowo zdobytą wiedzę przekształcić w praktykę. Tak też się stało.

Wraz z Aleksandrą - koleżanką ze studiów - wspólnie zgodziliśmy się, że pomysł, który wykluł się podczas wspomnianych warsztatów, warto by wcielić w życie: chcieliśmy  urządzić malowanie rowerów. Już jesienią otrzymaliśmy sygnał z Domu Muz, że pomysł jest interesujący i z chęcią pomogą w realizacji tego typu akcji. Pozostało opracować szczegółowy plan. Tutaj pomocne okazały się dotychczasowe zajęcia: przejrzeliśmy nasze archiwa schematów scenariuszy wydarzeń kulturalnych i postaraliśmy się przelać nasze pomysły na papier, co jak zwykle okazało się nie takie proste. Po konsultacjach i przeprowadzeniu rozpoznania w kilku sklepach budowlanych, ostatecznie rozstrzygnęliśmy wszelkie niejasności i można było wejść w współpracę z instytucją, która poniekąd już na nas czekała. W ciągu zaledwie paru spotkań udało się przejść przez przygotowania: zmodyfikowaliśmy nasz scenariusz, dostosowując się do planu dnia Domu Muz i ich finansów (co ciekawe, mogliśmy bardziej "zaszaleć" z materiałami, choć nasze ekonomiczne podejście do sprawy zostało oczywiście docenione), zakupiliśmy materiały i pozostała już tylko realizacja, która przypadła na pierwszy dzień majówki.
Mimo pozornego spokoju, skłamałbym pisząc, że nie było nerwów. Wyglądając rano za okno i widząc niebieskie niebo, już jedno zmartwienie mogło jednak pójść w odstawkę... Stawiliśmy się według ustaleń godzinę przed startem imprezy, aby przygotować nasze stanowisko pracy. Tak jak zostało wymyślone i ustalone, chcieliśmy przeprowadzić malowanie na parkingu - tam też rozłożyliśmy folie i wszystkie zgromadzone materiały. Pozostało czekać na chętnych. Punkt jedenasta pojawili się pierwsi . Zaraz po nich następni. I jeszcze kolejni.. Przede wszystkim rodzice z dziećmi. Po fakcie można stwierdzić, że dwie pary rąk i oczu to było chyba trochę za mało (nie sposób powiedzieć komuś, że musi poczekać, bo akurat zajmuję się innym rowerem), ale w emocjach działania jakoś sobie poradziliśmy, obsługując kilka rowerów jednocześnie. Gdy my lawirowaliśmy między pojazdami i uczestnikami, obok działo się niemniej ciekawie: grała muzyka, były zajęcia plastyczne dla najmłodszych, konkurs wiedzy o bezpieczeństwie w ruchu drogowym, pokaz podstawowych czynności przy rowerze, jak wymiana dętki oraz policjant znakujący rowery i odpowiadający na wszelkie pytania. Czas minął niezwykle szybko i intensywnie i trochę żal było wszystko sprzątać. Satysfakcja jednak niewątpliwa: oddanie każdego roweru kończyłem pytaniem czy wszyscy są zadowoleni. Odpowiedzi były jednomyślnie pozytywne, co możemy uznać za sukces. Wszelkie drobne potknięcia na pewno zapamiętaliśmy i należy zadbać, żeby je ominąć w przyszłości. A na pewno będzie do tego jeszcze wiele okazji przy kolejnych akcjach.

Ze strony animacji kultury UMK, jak i Aleksandry i moim, chciałbym skierować podziękowania dla całego Domu Muz przy ul. Poznańskiej, a w szczególności paniom Agnieszce Dąbrowskiej i Joannie Łagan, za ciepłe przyjęcie i nieocenioną pomoc w przygotowaniach i realizacji naszego pomysłu.

Jan Karow





Zdjęcia dzięki uprzejmości Domu Muz przy ul. Poznańskiej.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Teatralna gra miejska - udało sie!

Dwa tygodnie ekspresowych przygotowań, eksperymentów i pracy w pocie czoła zakończyły się sukcesem podczas Teatralnej Gry Miejskiej. Finał przerósł nawet nasze oczekiwania – oprócz zaangażowanych graczy, również przechodnie interesowali się naszymi działaniami. Na pewno związane to było z prawdziwymi kostiumami teatralnymi, w które byliśmy ubrani, a które wypożyczyły nam toruńskie teatry – im. Wilama Horzycy oraz Baj Pomorski. Teatralne stroje sprawiły, że zwykłe miejsca na Starówce zmieniły się w zakątki teatralnej sztuki a gracze mogli poczuć się jak jej bohaterowie.

Kolorowo oznaczeni uczestnicy biegali między stacjami, napotykając między innymi Romea i Julię, którym pomieszały się role, Witkacego poszukującego elementów swojego stroju czy Mima który poruszał się za ruch. A wszystko to splecione rolą Smutnego Teatrologa – ale nie będziemy zdradzać Wam więcej szczegółów fabuły, w razie gdybyście mieli okazję jeszcze uczestniczyć w naszej grze. Bądźcie na bieżąco z naszym blogiem, a może pojawi się informacja o ponownej możliwości spojrzenia na teatr z innej strony razem z nami.

Zapraszamy do zapoznania się z galerią oraz osobistymi wspomnieniami z uczestnictwa w grze naszych animatorów.


 fot. Marzenna Wiśniewska
 fot. Marzenna Wiśniewska
 fot. Marzenna Wiśniewska
 fot. Marzenna Wiśniewska
 fot. Magdalena Jasińska
 fot. Magdalena Jasińska
 fot. Magdalena Jasińska
 fot. Magdalena Jasińska
 fot. Magdalena Jasińska
fot. Magdalena Jasińska